srp

 

Teza. Schizofrenia jest chorobą - perspektywa beneficjenta

 

Najpierw chciałabym zaznaczyć, że zamiast terminu „schizofrenia” wolę używać terminu „choroba psychiczna”. Wynika to z tego, że pojęcie „schizofrenia” stało się w pewnym momencie pojemnym „workiem”, do którego „wrzuca się” wszystkie nie poddające się innej współczesnej klasyfikacji choroby psychiczne czy dysfunkcje psychiczne. Właśnie, czy istnieją choroby psychiczne? Ja jestem z powodu swego zachorowania psychicznego – psychozy, która z dość długimi okresami remisji trwa już 26 lat i z doświadczeniem wieloletniego beneficjenta psychiatrycznego oraz z obserwacji życiowej innych towarzyszy niedoli – jestem tego pewna, że choroba psychiczna istnieje, a co więcej (!) coraz lepiej uczymy się ją leczyć.

Pierwszym argumentem za tym przemawiającym jest ogromne cierpienie psychiczne osoby chorującej i właśnie to cierpienie psychiczne skłania ją do podjęcia leczenia. Drugim argumentem za istnieniem choroby psychicznej jest „wypadnięcie” osoby chorującej ze swojej roli społecznej, zakłócenie normalnego funkcjonowania, różne zmiany w zachowaniu, które są wynikiem złej oceny sytuacji zarówno „zewnątrz nas” jak i „wewnątrz nas”. Osoba chorująca choć odczuwa zmiany we własnej psychice nie wierzy, że to jest choroba, ale żyje w świecie wyprodukowanym przez różne czynniki np.  biologiczne (klasyczny brak lub nadmiar dopaminy, czy innej serotoniny w mózgu – zmiany w przysadce mózgowej) a także czynniki środowiskowe i historyczne, społeczno-polityczne, podatność na zranienie, która jest dziedziczna (sama choroba nie jest genetycznie uwarunkowana, tylko podatność na nią). Wreszcie ważne jest przeżycie – przeżycia traumatyczne, które choćby zepchnięte w podświadomość, jednak mogą kształtować nasz los i wybuchnąć w niesprzyjających, stresujących nas warunkach. Nadmierny stres jest czynnikiem ryzyka pojawienia się cierpienia – które manifestuje się wybuchem psychozy.

Najważniejszym jednak argumentem, że istnieje psychoza jest fakt, że od kilkudziesięciu lat jest wyleczalna. Powstała cała gałąź przemysłu farmakologicznego, który sponsoruje i lobbuje badania naukowe pracy mózgu i układu nerwowego. Rozwijają się też badania psychologiczne, socjologiczne. W ośrodkach akademickich opracowany został i coraz bardziej rozwija się program psychoterapeutyczny. Psychoterapia: indywidualna, grupowa, rodzinna, terapia przez sztukę art.-terapia (sztuki plastyczne, teatr, literatura, muzyka), psychoedukacja - to na dziś dzień rzecz oczywista, novum natomiast jest ergoterapia (terapia przez pracę).

Dzięki tym różnym formom terapii jest możliwy powrót do zdrowia, zaczynamy znów funkcjonować w swoim środowisku, pełnić odpowiedzialne role społeczne, zdrowiejemy. Skąd moje przekonanie, że zdrowieję? Stąd, że wiem, że mój obraz mikro- i makro- świata zmienia się, zaczynam mieć tzw. wgląd w chorobę. Jednak, aby wyzdrowieć, trzeba się napracować i mieć motywację wewnętrzną, żeby oswoić prawdziwy obraz rzeczywistości i odnaleźć swoje miejsce na Ziemi.

 

Jolanta Janik

Stowarzyszenie „Otwórzcie Drzwi”

Kraków

 

 

Teza 1. Schizofrenia jest chorobą - perspektywa profesjonalisty

 

Janusz Morasiewicz - Czy schizofrenia jest chorobą?

 

   Autor czy autorzy „10 tez o schizofrenii” stwierdzają, że schizofrenia jest chorobą.

Wg mnie już takie postawienie problemu, gdy tezy o schizofrenii są na pierwszym miejscu, na dalszy plan spychając osoby, których cierpienie psychiczne i jego skutki przejawiają się zaburzeniem ich stabilności psychicznej o nasileniu psychotycznym, tj. takim, w którym inni albo i one same dostrzegają przejawów szaleństwa, świadczy o tym, że słowo wymyślone kiedyś dla ujednolicenia nazewnictwa w odniesieniu do losów osób z niejasnymi i różnorodnymi przeżyciami psychicznymi stało się ważniejsze niż te osoby.

   Można by wszakże wyobrazić sobie np. „10 tez o doświadczeniach tych, których przeżycia psychiczne i  cierpienia psychiczne nazywane są schizofrenią.”

Autor lub autorzy „10 tez. o schizofrenii”, sądząc z ich słów, nie mają wątpliwości co do istnienia czegoś takiego, jak „schizofrenia” i istnienia czegoś takiego jak „choroba”, a także wyrażają przekonanie, że schizofrenia jest chorobą. Są to jednak tylko sądy, będące następstwem określonego pojmowania życia organizmów, w tym człowieka, które powoduje z kolei określone implikacje i budzi różne wątpliwości.

   Nie da się bowiem rozpatrywać problemów dotyczących zdrowia i chorowania w oderwaniu od tego, jak pojmuje się zdrowie, chorobę, chorowanie, leczenie, pacjenta.

   Odrzucenie istnienia związku choroby i zdrowia jako wzajemnie przenikających się atrybutów życia oraz utożsamienie życia ze zdrowiem – typowe dla XIX-to i XX-to wiecznej medycyny, zepchnęło chorowanie, chorobę, chorego w sferę ciemności, postawiło chorobę w opozycji do zdrowia. Podobnie stało się ze sformułowaniem pathos logos, które pierwotnie oznaczało „słowo, mowę  o cierpieniu, o doświadczeniu” dając początek dla pathologia, co oznaczało „badanie namiętności, cierpienia”, zanim nabrało współczesnego znaczenia w słowie patologia, tj. nieprawidłowość, odstępstwo od normy.

   Dalszą konsekwencją takiego podejścia było przyjęcie redukcjonistycznego modelu pojmowania choroby, koncentrujące się na poszukiwaniu czynników patogenetycznych i metod ich usuwania bądź przeciwdziałania im. Powyższe podejście sprzyja koncentracji uwagi pacjentów, lekarzy i innych osób na chorobie – samodzielnym bycie, nadając jej charakter ontologiczny. Znamionuje to tzw. realizm w odniesieniu do pojmowania choroby.

Takie realistyczne myślenie o chorobie jako o wyodrębnionym bycie dominuje we współczesnej medycynie, a także w psychiatrii.

   Rezultatem tego są takie sformułowania, jak „leczenie schizofrenii”, „zapisywanie leków na schizofrenię”, „schizofrenia lekooporna”, „walka ze schizofrenią” itp.

   Tak więc redukcjonistyczne podejście do zagadnień zdrowia i jego następstwo w postaci przyjęcia tezy o realistycznym istnieniu chorób (nadanie im bytu) z jednej strony kreuje takie byty, jak schizofrenia, z drugiej strony powoduje zapoznanie człowieka – pacjenta, który doświadcza cierpień (w tym wypadku wynikających z przeżyć psychicznych).

   Przeciwieństwem takiego myślenia o problemach życia i wpisanego w nie splotu: zdrowia i chorowania jest podejście nieredukcjonistyczne w medycynie. W tym podejściu chorowanie jest pojmowane jako atrybut życia, jego nieodzowny aspekt i przejaw przybliżania się do śmierci – końca życia, śmierci przynależnej do życia, a nie przeciwstawianej mu. Dla tak pojmujących chorobę ma ona jedynie znaczenie nominalne a nie realne (choroba jest nazwą – imieniem /nomen/ jakiegoś stanu, fazy etapu życia organizmu).

   Przyjmowanie jednego lub drugiego podejścia w medycynie pociąga za sobą daleko idące konsekwencje dotyczące leczenia. W psychiatrii powoduje to, że jedni leczą schizofrenię (lekarze i terapeuci przyjmujący skrajnie realistyczny i redukcjonistyczny punkt widzenia co do natury chorowania i choroby) , drudzy leczą ze schizofrenii (mniej redukcjonistycznie nastawieni lekarze i terapeuci, zwolennicy realnego bytu chorób, w tym schizofrenii), a  niektórzy proponują leczenie, które ma służyć ulżeniu w cierpieniach  pacjentowi, w cierpieniach, spowodowanych doświadczaniem przeżyć psychicznych, opisywanych i przypisywanych stanom nazywanym współcześnie schizofrenią (zwolennicy podejścia nieredukcjonistycznego i nominalizmu w odniesieniu do chorób).

  Idąc krok dalej można postawić pytanie o możliwość takiej medycyny, takiej terapii, w której przy nieredukcjonistycznym modelu życia i dostrzeganiu jego różnorodnych przejawów w przybywaniu zdrowia (zdrowieniu) i w ubywaniu zdrowia (chorowaniu) nie odnoszono by się w ogóle do choroby nawet w znaczeniu nominalnym. Nazwanie powoduje bowiem też, że to,  co nienazwane staje się ukrytym, przestaje być dostrzeganym albo nigdy  nim się nie staje.

   Stawiając ten krok stawia się równocześnie kwestie o zasadniczym znaczeniu: „Czy pytanie o prawdę o cierpieniu, o chorowaniu  jest niezbędne dla psychiatry i dla pacjenta?  Czy możliwe jest zaniechanie nazywania i rozpoznawania w cierpieniu pacjenta choroby? Czy psychiatra może towarzyszyć pacjentowi w jego cierpieniu, starając się mu w nim ulżyć, akceptując pathos logosu – mowę cierpienia, a więc rezygnując z kontrolowania pacjenta poprzez badanie, czy jest zdrowy, i bez swoistego furor agendi, skierowanego na likwidowanie patologii i przywracanie normy? I wreszcie, czy pacjent mógłby zaakceptować takiego lekarza?

 

PS. W artykule wykorzystałem, nieco je zmieniając, fragmenty wcześniejszych swoich opracowań : Język kliniki, czy klinika języka, Poznanie chorego przez zdrowego, Etyka psychoterapii, Zapomniana lekcja Asklepiosa (we współautorstwie z Małgorzatą Opoczyńską).

 

dr n.med. Janusz Morasiewicz

Collegium Medicum UJ

Kraków

20.09.2019
Apel przeciwko Kampanii "Nie świruj, idź na wybory"

 

 

04.07.2019
Psychiatria jest bardzo czuła na kontekst społeczny
11.06.2019
Deklaracja Warszawska II Kongres Zdrowia Psychicznego!
20.05.2019
Konferencja Enmesh 2019 - Zapraszamy do Lizbony, 6-8.06.2019
15.05.2019
Dalsze trudności w psychiatrii
06.05.2019
Mamy już szczegółowy plan II Kongresu Zdrowia Psychicznego. Zapraszamy..
21.03.2019
Zaproszenie na debatę ekspercką pt. ?W PARZE ZE SCHIZOFRENIĄ. Termin 27.03.2019 - Warszawa
14.02.2019
Ważna petycja do podpisania!
08.02.2019
Praca? - Tak! Ostatnia tura rekrutacji do projektu. Zapraszamy
04.02.2019
Stanowisko osób chorujących psychicznie w sprawie doniesień medialnych o schizofrenii zabójcy Pawła Adamowicza
Projekt i wykonanie SIT